sobota, 6 grudnia 2014

Marek

Urodziłem się w Barcelonie, gdzie spędziłem pierwsze lata swojego życia. Później wraz z rodzicami wyjechałem do Polski, gdzie zostałem na stałe. Gdy skończyłem studia wyjechałem do miasta, które zwie się Thoughts City. Bardzo to miasto mi się spodobało i ludzie, którzy mieszkają w, nim. Nocą, czy dniem miasto to tętni życiem. Znalazłem tu wymarzoną pracę, posadę prokuratora. Czy od losy można chcieć czegoś więcej? Może jedynie miłości, ale wierzę, że ją tu znajdę...

wtorek, 2 grudnia 2014

Wednesday

Urodziłam się w samym sercu stolicy rozpusty i hazardu. Tak, nie mylisz się. Chodzi o Las Vegas w stanie Nevada, czyli ogromna metropolia tętniąca życiem znajdująca sie na pustynii. W wieku 3 lat trafiłam do sierocinca. Czemu? Odpowiedź jest prosta. Byłam trudnym dzieckiem, za trudnym dla moich... "rodziców". Domem dziecka zażądzały zakonnice, tak więc logiczne iż wychowywały mnie "po katolicku". Do 14 roku życia bez krzty wątpliwości wierzyłam w te bajeczki o Jezusie, aż pewna osoba nie otworzyła mi oczu. Tych, które z każdym dniem traciły blask musząc wpatrywać się w to przepełnione smutkiem otoczenie. Nieznajomy kazał mówić do siebie Azazel. Nie wiem czy to jego prawdziwe imię, ale tak też się do niego wzracałam. Przychodził każdego dnia do mnie by porozmawiać. I rozmawialiśmy... Najwięcej tematów stanowiła wiara. Od małego czułam, że byłam inna, lecz dopiero gdy poznałam owego mężczyznę utwierdziłam się w tym przekonaniu. A co on takiego wprowadził w moje życie? Nowe wyznanie, orientację, sposób postrzegania świata, nauczył słuchać.
18 wiosen za mną. Byłam pełnoletnia. Oznaczało to, że czas odejść stąd. Spakowałam swoje manatki i opuściłam dom dziecka bez żadnej skruchy. Otworzyłam drzwi taksówki i zajęłam miejsce pasażera. Oj, długa droga przede mną - zaśmiałam się w myślach.
obrazek

niedziela, 30 listopada 2014

Vivanne

Urodziłam się w mieście. Ostatnio miałam moje 20 urodziny. Rodzice jako prezent powiedzieli mi, że mogę się wyprowadzić. Bardzo się ucieszyłam z tego prezentu. Długo zastanawiałam się nad wyborem mieszkania i miasta, do którego chciałabym się przeprowadzić. Ale w końcu wybrałam. Thoughts City. Zarezerwowałam mieszkanie, szybko się spakowałam i mama zawiozła mnie. Jazda trwała około trzy godziny. Nienawidzę jeździć autem! To prawdziwa katorga. Ale w końcu przyjechałam. Gdy wysiadłam powitał mnie piękny Owczarek Australijski. Chłopak, który mnie powitał powiedział, że jest mój. Nazwałam go Strdivarius. Pies zaprowadził mnie do mojego mieszkania. Rzuciłam moje rzeczy i skoczyłam na łóżko. Jak to dobrze położyć się po tak długiej podróży!
obrazek

Aleks - Nowy przyjaciel

Ostatnio dyżurów zrobiło mi się mniej, ponieważ zatrudnili więcej, wyszkolonych ratowników. Na moją korzyść w sumie, teraz mam więcej czasu dla siebie. Ostatnio rozważam kupno konia, chciał bym spróbować czegoś nowego, coś takiego jak jazda konna. Wczoraj kupiłem najlepszej jakości siodło, ogłowie, wędzidło itd. Na dodatek, wykupiłem boks w stadninie nieopodal. Spokojne miejsce, zero samochodów. Chcę żeby mój czterokopytny miał u mnie jak najlepiej, dlatego wziąłem mu największy boks jaki mieli w całej stadninie. Ostatnie co mi zostało, to koń. Siodłać, czyścić i te inne podstawowe rzeczy już umiem, wykupiłem sobie lekcje. Reszty, sam się nauczę. Następnego dnia wsiadłem w samochód i pojechałem 50 kilometrów za miasto, do małej miejscowości zwanej "Kijanów" To tam, czekał na mnie mój wymarzony ogier. Po wszelkich testach, kupiłem go. Kosztował trochę dużo, ale co tam. Właściciel wprowadził go do nowej, dopiero co kupionej przyczepy a ja, poszedłem podpisać z nim papiery. Dostałem również jego puchary, rozety i inne nagrody z konkursów. Gdy wszystko załatwiliśmy wsiadłem do auta i pojechałem do stadniny. Kto to wszystko sponsorował? Tatuś oczywiście.

Aleks - Pijany kierowca

Obudziłem się o piątej rano, ponieważ o siódmej zaczynałem dyżur. Poszedłem się ubrać i zjeść śniadanie, nakarmiłem Tornado i wyszedłem z domu. Pojechałem pod szpital na leśnej, tam gdzie pracuję. Adam i Martyna już byli, dziwne, wcześniej niż zwykle. Zacząłem nagrzewać karetkę, a Adam przecierał światła z pary. Nagle dostaliśmy wezwanie.
C: 21 S zgłoś się. - wydał się dźwięk centrali z krótkofalówki.
As: 21 S zgłaszam się. - westchnąłem. 
C: Pijany kierowca potrącił młodą dziewczynę, dworcowa 6. 
As: Już tam jedziemy. - powiedziałem. - Adam, ruchy. - pogoniłem go.
Gdy wszyscy się zebrali, ruszyliśmy na miejsce wypadku. Włączyłem syreni i gaz do dechy. Dotarliśmy tam po około ośmiu minutach. Wysiedliśmy i wzięliśmy sprzęt, oni zajęli się kierowcą a ja poszkodowaną.
As: Dzień dobry, jak się czujesz? - spytałem klękając przed nią.
Ki: Gło, głowa mnie boli. - jęknęła.
As: Głowa cię boli, tak? A jak się nazywasz? - spytałem badając jej oczy.
Ki: Katie. - odpowiedziała ciężko oddychając.
As: Nie podnoś głowy, okey? - kiwnęła głową. - Adam, deska i kołnierz już! - krzyknąłem. 
Jego reakcja była momentalna, świetnie, jak zawsze zresztą. Założyłem dziewczynie kołnierz aby ubezpieczyć szyję, później razem z Adamem przełożyliśmy ją na deskę, zapięliśmy i przenieśliśmy do karetki. Ruszyliśmy.
Ki: Gdzie jedziemy? - spytała zupełnie nie wiedząc co się dzieje.
As: Do szpitala, tam zszyją ci ranę i zbadają. - powiedziałem. - Wszystko będzie dobrze. - uśmiechnąłem się.
Dziewczyna miała uraz głowy, niby nic wielkiego, a jednak.

~~Katie~~
Za każdym ruchem ból się pogrążał. Po chwili straciłam czucie, sama nie wiem gdzie. - powiedziałam zamykając obie powieki. Po zamknięciu powiek okazało się że straciłam przytomność. Nie wiedziałam co się dzieje ze mną. Czułam wstrząsy jak wieźli mnie karetką i to tyle. Obudziłam się dopiero na ostrym dyżurze. Zaczęli mi robić badania, nie wiedziałam co się ze mną dzieje.

~~Aleks~~
Kurwa, straciła przytomność a serce zaczęło wolniej pracować.
As: Adam szybciej! - krzyknąłem.
Po chwili dotarliśmy na miejsce, od razu wzięli dziewczynę na badania. Byliśmy wolni, czekaliśmy na kolejne wezwanie. Cały dzień minął na jeżdżeniu do wypadków, pijanych i z atakami duszności. Wieczorem przebrałam się w codzienne ciuchy i poszedłem odwiedzić tą dziewczyną, co ją rano przywieźliśmy, słyszałem że musi zostać jeszcze w szpitalu przez kilka dni. Wszedłem do sali, w której leżała i podszedłem do jej łóżka.
As: Hej, przyniosłem czekoladki. - uśmiechnąłem się i położyłem je na stoliku obok. - Jak się czujesz? - spytałem.
Nie będę siedział długo, chwile sobie pogadam i pójdę do domu. Dziewczyna powiedziała że wszystko ok, kiwnąłem głową i wyszedłem. Najwyraźniej nie chciała mojego towarzystwa. Nie, to nie.

sobota, 29 listopada 2014

Oliwer - Oprowadzić Cię?

Wstałem wcześnie, miałem lekką chrypę. No świetnie, a ja mam śpiewać? Nie no, przejdzie mi. Nakarmiłem Maksa i poszedłem się ubrać, wziąć prysznic i umyłem zęby. Maks został w domu, wszedłem do garażu i próbowałem odpalić auto. Niestety, akumulator padł. No świetnie. Byłem zmuszony iść na pieszo. Próba minęła szybko, byłem wolny cały dzień. Wracałem przez centrum, szedłem blisko ścian jak zawsze. Nagle drzwi od sklepu z ubraniami się otworzyły, a ja dostałem w nos. 
Ki: O boże, przepraszam! - powiedziała podchodząc do mnie.
O: Nie no spoko, dziś chyba mam pecha. - westchnąłem. 
Ki: To moja wina. - odgarnęła sobie włosy za uszy.
O: Nie, no co ty. To ja powinienem chodzić dalej od ścian. - zaśmiałem się. - Oliwer jestem.
Z nosa leciała mi krew, trudno, przejdzie.

~~Katie~~
Było mi bardzo głupio. Widząc co sama dokonałam chciałam zakopać się pod ziemie z mojej głupoty. Gdy patrzyłam jego twarz zamurowało mnie. Krew spływała mu po prawym policzku i zatrzymywała się na koszulce. 
Ki: Może ci to opatrzę? - zaproponowałam nieśmiało. - Wygląda to na poważną ranę. - skrzywiłam się lekko wgryzając się w lewy kącik ust. 
O: Nie trzeba. - zaśmiał się pod nosem. 
Ki: Ale ja nalegam. - mówiłam dalej przekonując chłopaka. 

~~Oliwer~~
Przewróciłem oczami. Przecież to zwykła krew, nic poważnego. Dlaczego dziewczyny przeważnie z wszystkiego, robią wielką tragedię? Ale jak chce, niech opatrzy. - zaśmiałem się w duchu.
O: Eh, nie trzeba. - powtórzyłem. 
Naprawdę nie trzeba, wrócę do domu przebiorę się i będzie po sprawie. 
Ki: Okey. - powiedziała i zaczęła odchodzić.
Co!? Przecież nie mogę dać jej tak odejść, przecież nawet nie wiem jak się nazywa.
O: Ale jak chcesz to możesz. - uśmiechnąłem się podbiegając do niej.

~~Katie~~
Zaczęłam się uśmiechać kątem ust. Trzeba tylko udawać smutną i obojętną, w tedy wszystko będzie tak jak się chce. Zabrałam chłopaka do mojego domku gdzie opatrzyłam mu, jak dla mnie, głęboką ranę. Po odkażeniu i uleczeniu rany podałam mu mrożoną herbatę z cytryną. Po jego minie wydawało się że bardzo mu smakuje. Fajnie mieć takiego kumpla co lubi to samo co ja, ale szczerze muszę się dowiedzieć o nim więcej niż tylko to że lubi ten sam napój co ja.

~~Oliwer~~
Ukrywałem moje lekkie znudzenie, żeby nie wyszło że jestem jakiś... no dobra, była ta herbata. Hm... o czym by tu gadać... schowałem ręce do kieszeni od bluzy i rozglądałem się po pomieszczeniu. Miałem ochotę wyjść, nie sam oczywiście, ale nie wypada... kuźwa.
O: To... czym się zajmujesz? - zadałem pierwsze lepsze pytanie przerywając ciszę.
K: Jestem muzykiem. - uśmiechnęła się. - A Ty? - spytała po chwili.
O: Ja jestem kaskaderem i śpiewam. - powiedziałem.
K: Ooo, to zaśpiewaj mi coś... - uśmiechnęła się.
O: Nie dzięki, nie, sorry. - próbowałem się wykręcić. - Ale jak coś, to możesz przyjść kiedy tam do studia czy coś. - powiedziałem.
Nie chcę przed nią śpiewać, boshe, ja nie dam rady! Będę się denerwował i jeszcze słowa przekręcę, wtedy będzie się ze mnie śmiała i będzie dupa.

~~Katie~~
Nie rozumiem. Kto by przyjął takiego piosenkarza który wstydzi się zaśpiewać przy tylko jednej osobie, a ciekawe jak śpiewa na jakiś koncertach czy coś. - powiedziałam w myślach z dużą dość niepewnością.
Ki: Szkoda. - westchnęłam cicho pijąc mrożonej herbaty z dodatkiem cytryny. - Myślałam że pokażesz na co cię stać. - udawałam zasmuconą. 
Zaczęłam pić napój duszkiem, aż się zakrztusiłam. Szybko odłożyłam szklankę na stół i zaczęłam głośno kaszleć.

~~Oliwer~~
Jak to jest się czuć zmieszanym? O właśnie tak. Wbiłem wzrok w ziemię i siedziałem, gdy dziewczyna zaczęła kaszleć podniosłem głowę. 
O: Pomóc? - spytałem, choć było to głupie.
K: Nie dzięki. - powiedziała uspakajając się. 
Wstałem i ubrałem kaptur, nie chciało mi się już tu siedzieć, było trochę napięcie.
O: Idziemy na spacer? - spytałem.

~~Katie~~
Kiwnęłam lekko głową po czym ruszyłam za przystojniakiem. Przystojniakiem? Katie weź że się opanuj, wróć na świat, a nie myśl o niebieskich migdałach. - potrząsnęłam mocno głową. Oboje się ubraliśmy i wyszliśmy z mojego mieszkania.
Ki: Jak długo tu jesteś? - powiedziałam od razu po wyjściu.
Czekając na odpowiedź zamknęłam na klucz dom by wiedzieć że nikt się nie włamie.

~~Oliwer~~
O: Nie za długo, nie za krótko lecz w sam raz. - uśmiechnąłem się chowając ręce do kieszeni. - A ty? - spytałem po chwili powolnego marszu.
Ki: Krótko. - westchnęła. 
O: Może cię oprowadzę po mieście? - zaproponowałem. 
Ki: Chętnie. - uśmiechnęła się.
Ruszyliśmy w stronę centrum miasta, a było ono duże, więc trochę nam się zeszło. Cały dzień spędziliśmy razem, poznaliśmy się. Gdy było późno, zjedliśmy kolację w knajpie po czym odprowadziłem dziewczynę do jej domu, aby nic się nie stało.

Julia - Zagubiona

Byłam zupełnie nowa w tym mieście, nikogo nie znałam. Wydawało mi się, że mieszkańcy są tu mili, a może to tylko złudzenie ? 
Postanowiłam, że zwiedzę miasto. Wyszłam na zewnątrz i przechadzałam się ulicą. Idąc tak dotarłam do centrum, gdzie były tłumy ludzi. Wszyscy wydali mi się obcy, byłam lekko zakłopotana i zmieszana. Szczerze, to nawet trochę się bałam. Poczułam zimną dłoń na moich ustach, obejrzałam się, a za mną stał jakiś mężczyzna w kapturze. 
Byłam bardzo wystraszona, odruchowo go kopnęłam i zaczęłam uciekać. Po drodze wbiegłam na drogę, prosto pod cross. Straciłam przytomność, ocknęłam się nade mną stał jakiś chłopak ... 

~~Aleks~~
Dziś przypadał mi nocny dyżur, właściwie to się cieszę, wtedy się najwięcej dzieje. Jeździłem sobie po mieście, gdy nagle, jakaś blondynka wbiegła mi pod koła. Wyglądała na przestraszoną. Gwałtownie zahamowałem, ledwie ją musnąłem. Mimo to, upadła na ziemię i zemdlała. Moja reakcja była momentalna, zostawiłem motor, zdjąłem kask i podbiegłem do dziewczyny. Wziąłem ją na ręce i zniosłem do alejki obok nas, gdzie będzie mniej ludzi. Później pobiegłem po crossa i postawiłem go obok nas. Po chwili, dziewczyna się ocknęła, była zdezorientowana. Żeby tylko nie miała wstrząśnienia mózgu. Uśmiechnąłem się do niej, aby się mnie nie bała.
As: Spokojnie, nic ci nie zrobię. - powiedziałem przyciszonym głosem. - Boli cię coś? Jak się nazywasz? Jaki mamy dziś dzień tygodnia? - zadałem parę pytań jak zawsze.

~~Julia~~
Byłam oszołomiona, skąd się tu wzięłam, skąd on się tu wziął ? Nic nie pamiętam ...
J: Głowa, upadając musiałam się uderzyć. - powiedziałam nieśmiało. - Ale ... to nie twoja wina, zemdlałam ze strachu podobno to możliwe. - po chwili sobie wszystko przypomniałam. - Nazywam się Julia Kowalska i dzisiaj mamy Sobotę.
As: Na pewno nic Ci nie jest? - spytał.
J: Tak, dziękuję za troskę. - uśmiechnęłam się delikatnie. 

~~Aleks~~
Odwzajemniłem uśmiech. Nie byłem pewien, czy aby na pewno jej nic nie jest. Ale przecież, do niczego zmuszać jej nie mogę. Westchnąłem pod nosem. 
As: Okey, możesz wstać? - spytałem.
J: Tak, raczej tak. - powiedziała dość niepewnie.
As: Okey, chodź pomogę. 
Pomogłem dziewczynie wstać, pożegnała się ze mną. Zrobiła parę kroków odchodząc, ale po chwili się zatrzymała i znów upadła. W porę zdążyłem i ją złapałem. No, wiedziałem że coś jest nie tak, wyglądała dość blado. Wyciągnąłem z crossa moją krótkofalówkę i czekałem na odpowiedź centrali.
C: No, co tam? - spytała Ruda, tak na nią wołamy.
As: Dziewczyna po omdleniu, zachwianie równowagi chwilowy zanik pamięci. - wytłumaczyłem. - Przyślijcie zespół, trzeba ją zbadać.
C: Wszystkie zespoły są w terenie. - westchnęła. - Dasz radę ją przywieźć?
Potwierdziłem. Westchnąłem i spojrzałem ukradkiem na dziewczynę, przyglądała się mi.
As: No dobra, tak jak słyszałaś, zawiozę cię do szpitala. - uśmiechnąłem się i dałem jej kask.

~~Julia~~
J: To nie jest konieczne, ale jak chcesz... - westchnęłam i założyłam kask.
Nigdy jeszcze nie jechałam crossem, trochę się bałam, gdyż słyszałam, że to dość niebezpieczny pojazd. Nie pewnie usiadłam na pojeździe. Po chwili ruszyliśmy Aleks starał się jechać wolno, abym się nie bała. Dojechaliśmy w miarę szybko, pomógł mi wstać. Z pomocą chłopaka dotarłam do szpitala, gdzie zostałam przyjęta na oddział. Lekarz zlecił szereg badań, aby sprawdzić, co mi jest. Aleks objaśnił mu, co się stało.
J: Nie dobrze mi. - powiedziałam cicho. 
Zwymiotowałam, kręciło mi się w głowie i było nie dobrze. Usłyszałam, jak lekarz mówi coś o wstrząśnieniu mózgu ...

~~Aleks~~
Lekarz powiedział, że ma wstrząśnienie mózgu. Niby nic poważnego, ale jednak przeze mnie. Ja pierdziele... czas szybko zleciał, nim się obejrzałem był wieczór i zaczął mi się dyżur. Ubrałem kurtkę w drukowanym napisem na plecach "Ratownik Medyczny" Pierwsze wezwanie było do pijaka, który wychodząc z baru wpadł pod samochód. Nic poważnego, tylko rozbita głowa. Gdy czekaliśmy na kolejne wezwanie, poszedłem sprawdzić co u tej, no... Julii. Zapukałem w drzwi od pokoju jej sali i wszedłem do środka. Ustałem obok jej łóżka.
As: Hej. - uśmiechnąłem się. - Słuchaj... przepraszam, mogłem jechać wolniej. To moja wina. - westchnąłem i ręką, przeczesałem sobie włosy.

~~Julia~~
J: To nie twoja, a moja wina.  - uśmiechnęłam się. - Nie obwiniaj się.
As: Mogłem jechać wolniej.. - westchnął.
J: Mimo wszystko cieszę się, że wpadłam na ciebie, a nie na samochód, który jechałby ponad 100 na godzinę. - przemierzyłam go wzrokiem. - Jesteś ratownikiem ? - spytałam.
As: Zgadłaś. - uśmiechnął się. - A, ty kim ?
J: Ja studiuję Pedagogikę i Filologię Polską. - uśmiechnęłam się.
As: A, właśnie muszę iść na dyżur ... 
Chłopak wyszedł, a ja zasnęłam.

~~Aleks~~
Cały wieczór był cholernie nudny, spokoju nie dawał mi ten cholerny wypadek. Miałem wyrzuty sumienia. Następnego ranka skończyłem dyżur i cały dzień jak i noc miałem wolną. Ech, cholernie się nie wyspałem, co chwilę jakieś wezwania do symulantów. Gdy wychodziłem do wyjścia, przecierając oczy przede mną zobaczyłem Julię, wychodziła ze szpitala. Najwidoczniej już jej lepiej, dobrze. Podbiegłem do niej.
As: Hej. - uśmiechnąłem się.
J: O, cześć. - odwzajemniła uśmiech.
As: Nie przedstawiłem się, Aleks jestem. - powiedziałem lekko zakłopotany. - Zapraszam na śniadanie, znam fajną restaurację. - zaproponowałem uwodzicielskim tonem.

~~Julia~~
J: Chętnie skorzystam. - uśmiechnęłam się.
As: Chodźmy, to nie daleko.
Przeszliśmy kilka ulic i byliśmy na miejscu. Restauracja wyglądała na przyzwoitą. Weszliśmy do środka, gdzie stanęliśmy w kolejce.
As: Ja stawiam. - spojrzał na mnie.
,,Ach, jakie on ma piękne oczy" - pomyślałam w duchu.
Kiwnęłam głową i usiadłam przy stoliku. Po chwili wrócił Aleks niosąc tacę z sałatką i winem. 
J: Wino, na śniadanie ?
As: Czemu nie ?
J: No w sumie..
Zabraliśmy się za jedzenie, było pyszne. Po skończonym posiłku ...
J: Dziękuję. - uśmiechnęłam się.

~~Aleks~~
Uśmiechnąłem się i powiedziałem że nie ma sprawy. Jedzenie było naprawdę dobre, wina za dużo nie wypiłem, jeden kieliszek. Abym mógł prowadzić. Siedzieliśmy w ciszy, czułem się trochę spięty. 
As: Idziemy na spacer? - zaproponowałem.
Wolę iść na spacer, niż tu siedzieć i gapić się w sufit. Chciał bym ją lepiej poznać, ale czy to mi się uda?

~~Julia~~
J: Chodźmy. - uśmiechnęłam się.
Szliśmy parkiem, zadawaliśmy sobie pytania i poznawaliśmy się na wzajem. Dowiedziałam się kilku ciekawych rzeczy o, nim, a on o mnie. Byliśmy tak pochłonięci rozmową, że straciliśmy poczucie czasu i nastał wieczór. Przestraszyłam się trochę, gdyż w tej okolicy było wiele porwań, morderstw, gwałtów itp.
Była mgła i było ta ciemno, że nie było widać, do kąt się idzie. Aleks idąc, wpadł do stawu. Udało mu się wyjść, ale był cały mokry.
J: Chodźmy do mnie, mieszkam bardzo blisko. - zaproponowałam. - Wysuszysz się i przynajmniej nie będziesz chory ..
As: Nie będę, mogę wrócić do swojego domu ..
J: Nalegam .. - chwyciłam go za rękę i pociągnęłam delikatnie w stronę mojego mieszkania.
As: No dobra ...
Poszliśmy do mnie. To chwycenie ręki było odruchowe i było mi z tym głupio. Przy drzwiach przywitały nas moje psy .. 

~~Aleks~~
Boshe, jak myśli szli, że wpadłem do stawu? Pewnie wyszedłem na ciotę. Gdy dziewczyna złapała mnie za rękę, sparaliżowało mnie. Chyba tylko dlatego, poszedłem za nią. Niechętnie co prawda, ale poszedłem. Gdy byliśmy u niej, dała mi ręcznik którym wytarłem sobie włosy. Ciuchy wyschły, dzięki wietrze. Praktycznie mogłem już iść do domu, Max pewnie tęskni. 
As: Dzięki, suchy już jestem. - uśmiechnąłem się.
J: Widzę. - odwzajemniła uśmiech i wzięła ode mnie ręcznik.
Oparłem się o drzwi wejściowe i rozglądnąłem w koło.

~~Aleks~~
J: A, może zostaniesz na noc? - powiedziałam, co mi ciążyło na sercu. - Jest już późno, a w mojej okolicy ciągle ktoś, kogoś zabija. - zrobiłam słodkie oczka i liczyłam na pozytywną odpowiedź. - Proszę..
Nie wiedziałam, co się ze mną dzieje, tak bardzo pragnęłam jego obecności, że nie potrafiłam wytrzymać bez niego ani minuty.
As: No dobrze... - odpowiedział.
Za pewnie nie mógł się oprzeć blasku moich oczu i słodkiej, uwodzicielskiej mince ...