piątek, 2 stycznia 2015

Szymon - Wejściówka

Bardzo wcześnie obudził mnie dzwonek do drzwi, zaspany wstałem i poszedłem otworzyć. Stała tam Julia, gdy mnie zobaczyła, zaśmiała się pod nosem. Zdałem sobie sprawę z tego, że stoję przed nią tylko w bokserkach.
S: Spałem, nie czepiaj się. - uśmiechnąłem się i zaprosiłem ją do środka. - Co cię sprowadza tak wcześnie? - spytałem przecierając oczy ręką.
J: Jak to co? Przecież masz dzisiaj ten koncert no! - rozłożyła ręce.
S: Wiem, ale dopiero o szesnastej kotku. - powiedziałem uśmiechając się.
J: Boshe, zrozumiałam że o dziesiątej. - spuściła wzrok.
S: Chodź kotku, idziemy spać. - zaśmiałem się pod nosem i pocałowałem ją.

~~Julia~~
Była, zaledwie szósta, więc rzeczywiście byłam senna. Choć wolałabym spać u siebie, przecież znamy się nie wiele. Mimo to uśmiechnęłam się tylko i poszliśmy do sypialni. Zdjęłam z siebie ubranie, tak, że miałam na sobie tylko bieliznę. Nie śmiało położyłam się obok niego. Leżałam tak na wznak i myślałam o moim życiu i koncercie. Po chwili poczułam, jak przytula się do mnie Szymon. Objął mnie w pół i położył głowę na mojej piersi. Czułam się trochę skrępowana, ale po paru minutach nawet mi się to spodobało. Przed oczami widziałam ciemność, znużona zamknęłam oczy i odpłynęłam w sen. Spaliśmy tak razem przytuleni do siebie. Obudził mnie pies Szymona, który wskoczył na łóżko i zaczął wyć. Nie chętnie otworzyłam oczy. 


~~Szymon~~
Wstałem jakieś piętnaście minut wcześniej i zacząłem przygotowywać romantyczne śniadanko. Mam nadzieję, że wszystko jej będzie smakować, w wazonik, wsadziłem różę. Poszedłem do sypialni, Julia już nie spała, a Travis leżał obok niej.
S: No świetnie, zdradzasz mnie z moim psem? - spytałem. 
J: Och, to tak jakoś wyszło. - zażartowała.
Zaśmiałem się pod nosem i podałem jej śniadanie, a sam poszedłem się ubrać. Później poszedłem do salonu po wejściówkę dla Julii, wróciłem z nią do sypialni, dziewczyna była już ubrana. Usiadłem obok niej na łóżku i założyłem jej na szyję wejściówkę.
S: Będziesz cały czas ze mną. - uśmiechnąłem się.
Dziewczyna uśmiechnęła się tylko pod nosem, i zaczęła czytać co jest napisane na plakietce.
S: Kochasz mnie? - spytałem.
Chciałem się po prostu upewnić, nie chcę żeby znów stało się to co kiedyś...

~~Julia~~
Spojrzałam w jego błyszczące brązowe oczy i złapałam za rękę.
J: Najbardziej na świecie. - cmoknęłam go w usta.
Chłopak tylko się uśmiechnął, nic nie mówiąc. Widziałam, że coś go trapi. 
J: Może pójdziemy na spacer, rozluźnisz się. - zaproponowałam.
S: Chętnie. - podniósł lewy kącik ust.
Wyszliśmy z Travisem na spacer, moje psy odpoczywały u moich rodziców na wsi. Dzisiaj miałam je odebrać. Wróciliśmy z spaceru o 13. Zostały 3 godziny. Czas ten spędziliśmy razem, ale pojechałam do siebie, aby się przygotować. Ubrałam moją ulubioną sukienkę i szpilki. Następnie przyjechał limuzynom, po mnie Szymon.
J: Skąd masz taką wypasioną brykę? - spytałam będąc już w samochodzie.
S: Załatwił mi ją mój menager. - uśmiechnął się. - Pięknie wyglądasz. - powiedział całując mnie.
Po paru minutach byliśmy na miejscu ...

~~Szymon~~
Julia wyglądała cudownie, nie mogłem się na nią napatrzeć. Gdy dojechaliśmy na miejsce i wysiedliśmy z samochodu usłyszałem pisk dziewczyn, nie przepadam za tym, później głowa boli. Złapałem Julię za rękę i przepchaliśmy się przez ochroniarzy i dotarliśmy za kulisy. Był tam już mój menager itd.
S: Moja dziewczyna Julia, Julia, moi ludzie. - uśmiechnąłem się.
Wszyscy zaczęli mówić jej "Cześć" itd. Dali mi mikrofon, umieściłem go w uchu a ten mały głośniczek, ustawiłem sobie naprzeciw ust. Po jakimś czasie zacząłem śpiewać, trochę zeszło, ale poszło, ostatnia piosenka została. 
S: A tą piosenkę, dydykuję mojej dziewczynie. - powiedziałem. - Julia, to dla ciebie. - uśmiechnąłem się w jej stronę.
Zacząłem śpiewać najnowszą piosenkę, Hearts, specjalnie dla niej.

~~Julia~~
Czułam, że się rumienię, a moje serce rozpierała radość. Nigdy bym nie pomyślała, że Szymon zrobi coś takiego dla mnie. Gdy zobaczyłam smutną minę tych wszystkich dziewczyn, które usłyszały, że tą najnowszą piosenkę Szymon Walker dedykuje swojej dziewczynie Julii, jeszcze bardziej się cieszyłam. Bardzo go kocham i nie chcę, aby ktoś mi go odebrał. Wsłuchałam się w słowa ostatniej piosenki i linię melodyczną. Utwór był przepiękny. Mogłabym go słuchać i słuchać szczególnie, wtedy, gdy śpiewa dla mnie. Skończył śpiewać wszyscy bili brawa i wiwatowali. Szymon przyszedł za kulisy, gdzie na niego czekałam. Rzuciłam mu się na szyję i pocałowałam go mówiąc ..
J: Dziękuję.
S: Nie ma sprawy, dla Ciebie wszystko. - uśmiechnął się.
J: No tak, dla mnie wszystko, a co ja mogę zrobić dla Ciebie? - powiedziałam tuląc się do niego.

~~Szymon~~
Przez to śpiewanie i darcie się do tego mikrofonu, żeby mnie ktoś usłyszał, było męczące. Czy te dziewuchy nie umieją za przeproszeniem, zamknąć tych mord i siedzieć cicho? Najwyraźniej nie. Jak można być z taką dziewczyną, która by cały czas piszczała na twój widok? Nie umiał bym. No dobra, to teraz koncert mam za sobą, jeszcze wyścig za kilka tygodni, trzeba by było zacząć trenować bardziej intensywnie. Trochę się denerwuję, mam się ścigać z tym niepokonanym, każdy kto się z nim ścigał nie wyszedł z wyścigu cało, każdy zawsze miał jakieś obrażenia. Ale dobra, jeszcze nie będę o tym myślał. Hm... co ona może dla mnie zrobić? Właściwie to nic. 
S: Nic, dla mnie wystarczy, że jesteś. - szepnąłem jej do ucha, tuląc.

~~Julia~~
Mam nadzieję, że kiedyś jednak będę mogła dla niego coś zrobić. Było takie zamieszanie, że serdecznie miałam tego dość. Szymek poszedł na wywiady, a ja czekałam na zewnątrz. Za pewne zostawał obrzucany tysiącami pytań przez dziennikarzy. Przed sobą ujrzałam postać mężczyzny.
Dz: Dzień dobry, czy nazywasz się Julia Kowalska. - spytał dziennikarz.
J: Tak. - odpowiedziałam zdziwiona, czego on ode mnie chce?!
Dz: Podobno jesteś dziewczyną Szymona Walkera.
J: Owszem. - odpowiedziałam, a on mnie zaprowadził do jakiegoś pokoju, gdzie były dwa fotele. Coraz bardziej się niepokoiłam. Po chwili do sali wszedł Szymon i usiadł obok mnie. Na przeciwko nas byli dziennikarze. Po całej tej szopce wróciliśmy do domu. Szymon mnie odprowadził. Przed wejście do mojego mieszkania, spytałam ...
J: Zostaniesz na noc? - zaproponowałam.

~~Szymon~~
S: Przecież tobie nie odmówię, ale chodźmy do mnie, proszę. - zrobiłem słodkie oczka.
Julia przewróciła oczami z uśmiechem i kiwnęła głową. Wzięła swoje psy i cuchy i poszliśmy do mnie. Do wieczora posiedzieliśmy pogadaliśmy itd. Później poszedłem się umyć, a zaraz za mną Julia. Ubrałem koszulkę na krótki rękaw i włączyłem telewizję, akurat leciała powtórka wyścigu z tym co ja mam się ścigać, chciałem przybrać jakąś taktykę. Ale niestety, nie dało się. Wyłączyłem telewizor i z lekkim hukiem, odłożyłem pilot na stół i rzuciłem się na łóżko. Kurwa, nie dam rady... nie wiadomo skąd, obok mnie pojawiła się Julia. Usiadła obok mnie i spytała.
J: Co jest? - spytała przytulając się do mnie.
S: A tam... - westchnąłem.

~~Julia~~
Włączyłam telewizor. Tam leciał wyścig samochodowy, szczególnie mnie nie interesuje, ponieważ widziałam go już raz. Domyśliłam się, że Szymon zdenerwował się właśnie przez to. Masując go spytałam z troską.
J: Chodzi o ten wyścig ?
S: Ehe.. - burknął.
J: Nie wpieniaj się tak. - uśmiechnęłam się. - I tak wygrasz!
S: Tsa, będę się ścigał z najlepszymi, więc jak niby mam wygrać, skoro nawet nie mam obmyślonej strategi. - przewrócił oczami, wyłączył grający telewizor i rzucił pilotem.
J: Chciałam być miła, ale, skoro nie, to nie! - spojrzałam się na niego. - Ty zawsze wiesz najlepiej i obstawiasz wszystko na nie! Gdybyś, chociaż raz w momentach dla Ciebie trudnych wysłuchał mnie, przecież zawsze chcę Ci pomóc, zawsze możesz na mnie liczyć, ale ty tego nie zauważasz! Ja wiem, że ty wygrasz ten wyścig, ale oczywiście .. ty mówisz, że przegrasz, a ja jak zwykle nie mam racji! - Poszłam do sypialni i trzasnęłam drzwiami. Byłam na niego wściekła, choćby za to , że zawsze jest sceptycznie do wszystkiego nastawiony, a gdy ja próbuję go wesprzeć, to oczywiście lekceważy mnie. Gdy będzie mówił, że nie to naprawdę przegra. Wystarczy chcieć, a, wtedy wszystko będzie się stawało łatwiejsze i lepsze i na pewno, by nie przegrał... 

~~Szymon~~
Wydaje jej się, że to takie proste, mi nie chodzi o to że chcę wygrać, ja się nie chce po prostu zabić! Ten cały Diablo (tak go nazywają) jest jakiś porąbany, fauluje zawodników kilka metrów przed startem. Niektórzy z życiem nie uszli z tego wyścigu, a niektórzy mieli liczne obrażenia. Ja po prostu chcę żyć, czy to takie trudne? Ostatnio mam masę rzeczy na głowie, bo niektórym, się nie chce nic robić i wszystko zwalają na mnie. "Ooo, Szymuś to zrobi. Taki młody, nie ma co robić" jasne! Mam już dość tego, że wszyscy traktują mnie jak małe dziecko! Wyszedłem na dwór, trochę ochłonąć. Przemyślałem parę spraw. Zawołałem psy do domu, po małej toalecie i weszliśmy do środka. Podszedłem do drzwi sypialni i nasłuchiwałem, cisza. Zapukałem i wszedłem do środka. Spostrzegłem że Julia leży pod kołdrą, usiadłem obok niej na łóżku, i cicho westchnąłem.
S: Przepraszam. - powiedziałem po chwili. - Nie chodzi o to, czy wygram czy nie, mi zależy na tym, owszem ale nie tak, jak tym co mnie promują. Szczerze to ja mam gdzieś to czy wygram czy przegram, startuję dla nich i wygrywam dla nich. Dla siebie tylko dlatego, że to jest fajna zabawa. Karzą mi obmyślać te zrypane taktyki, bo się boją że przegram, a wiesz czemu? - spytałem robiąc małą przerwę. - Bo będę się ścigał z tak zwanym Diabłem torowym, każdy kto się z nim ścigał nie uchodził z toru z życiem, a niektórzy zostawali po prostu ranni. Mówię ci, przez kilkanaście lat, nikt z nim nie wgrał, nikt nie wyszedł z wyścigu cało. Oni srają w gacie, żebym tylko nie przegrał, a ja się boję, żebym się tam nie zabił. - powiedziałem i wstałem. - Dobranoc. - powiedziałem kierując się w stronę wyjścia. - A teraz to jest mi obojętne, czy się rozwalę tam czy na ulicy, bo to mam nieuniknione. - powiedziałem i wyszedłem. 
Położyłem się na kanapę, z oka zleciała mi łza którą szybko otarłem, nie mogę płakać. Po prostu nie mogę, nie stać mnie na to. Tak mi wszyscy wmawiali. Nagle usłyszałem ciche dreptanie, pomyślałem że to Travis, a jednak nie...

~~Julia~~
Nie sądziłam, że te całe wyścigi są, aż tak niebezpieczne. Wiem, że go nie powstrzymam przed udziałem w rajdzie ... Zależy mi na tym, by żył. Nie wiem, co bym zrobiła, gdyby umarł, pewnie bym się zabiła. Nie potrzebnie na niego tak naskoczyłam. 
J: To ja Cię przepraszam, nie potrzebnie tak na Ciebie naskoczyłam.. - powiedziałam cicho.
S: Masz prawo się złościć, ale mi nie chodzi o to, czy wygram, czy przegram. Mi chodzi o to, czy przeżyję, czy zginę.
J: Uważaj na siebie. Bardzo Cię kocham i nie chcę Cię stracić .. Jesteś dla mnie wszystkim. - powiedziałam patrząc mu w oczy.
S: Ja Ciebie też. I uwierz mi, że na wyścigu i, gdy coś mi się stanie .. będę myślał właśnie o Tobie. - zbliżył i przytulił się do mnie.
J: Zakończmy już ten spór, proszę ... Nie kłóćmy się.
Pocałowaliśmy się i poszliśmy spać. Do wyścigu pozostawało, co raz mniej czasu. Szymon ćwiczył intensywnie i bez przerwy.

Alan - Podejrzane Morderstwo

Dziś obudził mnie telefon, spojrzałem na zegarek obok mojego łóżka. Była godzina 8:00, kuźwa co tak wcześnie!? Odebrałem. Okazało się, że to wezwanie do pracy, no oczywiście. Niechętnie wstałem i poszedłem się ubrać, wziąć prysznic i umyć zęby. Zjadłem szybkie śniadanie. Założyłem czarne jeansy, czerwoną koszulkę i na to skórę, wsiadłem do samochodu razem z Alexem i ruszyliśmy pod podany adres. Byłem tam po około piętnastu minutach, na miejscu była już policja i pogotowie, wysiadłem i ruszyłem ku nim. 
A: Co mamy dziś? - spytałem Leona - patomorfologa.
L: To co zwykle, morderstwo. Zamordowany strzałem w serce i kilka razy dźgnięty w serce, tak jak by sprawca się nad nim wyżywał. Tyle że ciało rzucił w krzaki, tak jak by nie chciał ich ukrywać. - wyjaśnił.
A: Ciosy były wymierzane mocno, więc to raczej nie kobieta. - stwierdziłem. - Jacyś świadkowie? - spytałem.
L: Żadnych. Wydarzyło się to prawdo podobnie gdzieś koło piątej rano najwyraźniej nie tu, bo nie ma żadnych śladów. - westchnął. - Tamta dziewczyna zadzwoniła po nas, idź ją przesłuchać. 
A: Jasne. - powiedziałem i podszedłem do dziewczyny. - Alex, chodź. - zawołałem go. - Komisarz Alan, mogli byśmy porozmawiać? - spytałem.
Dziewczyna kiwnęła głową, odeszliśmy parę kroków od miejsca wydarzeń aby móc na spokój porozmawiać. To wszystko było jakieś podejrzane... 
A: Gdy tam się znalazłaś, ktoś się kręcił przy ofierze, a gdy cię zobaczył uciekł czy coś? - spytałem. - I dlaczego akurat tam szłaś?

~~Isabelle~~
I: Byłam pobiegać, dbam o sylwetkę. - odburknęłam. - Gdy znalazłam się akurat tam, nikogo nie było, cisza, spokój. Nie spostrzegłabym nawet ofiary gdyby nie but wystający z krzaków. Pierw myślałam że to jakiś debilny prank, teraz tyle osób się w to bawi. Wtedy podeszłam, rozchyliłam krzaki, i ujrzałam... no, wiadomo co. - wzdrygnęłam się. 
Chłopak kiwnął w zamyśleniu głową i milczał. Nie powiem, czułam się nieswojo. Wyobraźcie sobie że siedzicie przed policjantem, przed kilkoma godzinami znaleźliście trupa, a dodatkowo chce się wam pić.
I: Mogę dostać szklankę wody? - poprosiłam wzdychając. Chłopak spojrzał na mnie i wstał powoli, po chwili przychodząc z krystalicznie czystą szklanką wody. - Dzięki.

~~Alan~~
To wszystko było dziwne, który morderca zostawia zwłoki w krzakach? Nic mi się tu nie zgadzało, ale gdzieś musiał być klucz. Może on chce, abyśmy go znaleźli? Nie, co ja pieprzę?! Z zamyślenia wyrwał mnie głos dziewczyny.
I: Mogę już iść? - spytała.
Czy może iść? Hm... no nie wiem, raczej tak, o wszystko się chyba spytałem.
A: Tak, ale będziemy w kontakcie, jeśli możesz, zostaw swój numer telefonu. - poprosiłem. 
Nie wiadomo dlaczego Alex przyniósł mi jej telefon, zaśmiałem się pod nosem.
A: Alex, nie wolno. - pogłaskałem go. - Przepraszam. - powiedziałem podając jej telefon.

~~Isabelle~~
Zerknęłam na obśliniony telefon, krzywiąc się lekko. Wzięłam go lekko w rękę i szybko zabrałam się za dezynfekowanie. Spojrzałam z dezaprobatą na psa, jednocześnie mierzwiąc mu sierść na czubku głowy.
I: Spoko. - westchnęłam. Podyktowałam mu mój numer a chłopak skinął głową. Bez pożegnania wyszłam, mając lekko nadzieję że pójdzie ze mną.
A: A co powiesz na kawę? Znam fajne miejsce... - zerwał się szybko z miejsca.
I: Jasne, chętnie. - odpowiedziałam z uśmiechem.

~~Isabelle~~
Nie wiem, coś nie pozwoliło mi jej tak po prostu dać odejść. Na prawdę, nie wiem dlaczego. No nic, wziąłem kluczyki i telefon z biurka, zawołałem Alexa i razem poszliśmy do auta. Otworzyłem dziewczynie drzwi i zamknąłem je za nią, jak na faceta przystało. Ruszyliśmy w stronę kawiarni, przez całą drogę Alex miał łeb na moim ramieniu, jak zawsze, tyle że zawsze siedzi z przodu, obok mnie, teraz musiał odstąpić miejsca.
I: Wszędzie go ze sobą zabierasz? - spytała patrząc się na niego.
A: Jasne, pomaga mi w śledztwach i wiele razy życie mi uratował. - pogłaskałem go.
Dojechaliśmy do kawiarni, zaparkowałem prawie przed drzwiami wejściowymi. Wysiedliśmy, oczywiście otworzyłem jej drzwi. Razem z psem weszliśmy do środka, zajęliśmy wolny stolik. Alex usiadł obok mnie na kanapie, a dziewczyna na przeciw nam. Podeszła do nas pani która przyjmuje zamówienia.
S: Witam, co podać? - uśmiechnęła się do nas ciepło.
I: Ty pierwszy. - uśmiechnęła się do mnie.
A: Ja poproszę Sok Pomarańczowy, a ty Alex? - spytałem go, pies zaczął szczekać. - A dla Alexa ciasto śmietankowe. - poprosiłem. - A ty? - uśmiechnąłem się do niej szarmancko.

~~Isabelle~~
I: Czarną herbatę, najlepiej z miodem i cytryną. - odpowiedziałam, uśmiechając się uroczo.
Kelnerka skinęła głową i poczłapała do nowo przybyłych gości, zostawiając nas razem. Spojrzałam mu prosto w oczy, czując lekkie podniecenie. Chłopak spostrzegł moje spojrzenie a moje policzki pokryły się różowymi plamami. Oh, rumienię się, to coś zupełnie nowego.
A: Jak masz w ogóle na imię? - spytał z ciekawością. - Tak szybko nam zeszło że nawet nie miałem okazji spytać.
I: Isabelle, Isa, Belle. - odpowiedziałam, zalotnie się uśmiechając. 

~~Alan~~
Isabelle, jakie piękne imię. Utkwiło mi w głowie, i cały czas je słyszałem. Dziewczyna o coś pytała lecz nie usłyszałem, ponieważ zahipnotyzowała mnie swoim uśmiechem. Dopiero gdy pomachała mi ręką przed oczami, oprzytomniałem. 
I: Wróciłeś na ziemię? - spytała i cicho się zaśmiała.
A: Co? Tak, tak. - powiedziałem szybko patrząc czy na blat, gdzie podają zamówienia. - Alan jestem. 
Zauważyłem że podali nasze zamówienie, wstałem i wróciłem z tacą. Wziąłem mój sok, Alexowi podałem jego ciasto a Isabelle herbatę. Dużo rozmawialiśmy, po jakimś czasie wyszliśmy z kawiarni i do wieczora łaziliśmy po centrum handlowym, było spokojnie, nie miałem żadnych wezwań. Gdy weszliśmy do uliczki, w której był zaparkowany samochód nagle Isa zginęła, jak wcześniej była koło mnie tak teraz jej nie było. 
M: Obróć się! - krzyknął ktoś.
Po kryjomu wyciągnąłem pistolet i wsadziłem go do rękawa. Powoli się obróciłem, zobaczyłem jakiegoś gościa. Miał w ręku pistolet, trzymał go przy głowie dziewczyny a drugą ręką ją podduszał. Serce zaczęło mi szybciej bić, martwiłem się o nią, a gdy spostrzegłem że płacze rozwaliło mnie. 
M: Uważaj co robisz, bo rozwalę jej łeb! - krzyknął. - Do góry łapy!
Zrobiłem to co kazał, w głowie układałem plan. Widziałem że dziewczyna zaczyna bladnąć, to znaczy że niedługo może zejść. Musiałem szybko działać, szybko wyciągnąłem pistolet z rękawa i strzeliłem mu w ramię. Ten gwałtownie "rzucił" dziewczynę na podłogę i zaczął uciekać. 
A: Mam uciekającego prawdo podobnie mordercę, biegnie w stronę ulicy Poznańskiej, jest uzbrojony. - powiedziałem do krótkofalówki. 
Podszedłem do dziewczyny i klęknąłem przed nią, w dupie że se spodnie pobrudzę. Przyciągnąłem ją do siebie i przytuliłem, tak bardzo się bałem że coś jej zrobi.

~~Isabelle~~
I: Alan... - wyszlochałam mu w ramię, czepiając się go jak małpka. Chłopak uspokajał mnie kojącym gestem i tulił do siebie jakby nigdy nie miał mnie wypuścić. 
A: Isa, już dobrze. - mówił spokojnym tonem, gładząc mnie po włosach. - Ze mną nic Ci się nie stanie.
Otarłam łzy i przytuliłam się jeszcze mocniej do niego, delektując się zapachem prawdziwego mężczyzny.
I: Dzięki. - wyszeptałam.

~~Alan~~
Uśmiechnąłem się pod nosem i dalej mówiłem uspokajająco póki się nie uspokoiła. 
A: Nie ma sprawy. - szepnąłem. 
Po jakimś czasie dziewczyna odsunęła się ode mnie a ja wstałem i podałem jej rękę aby pomóc wstać. Złapała ją i wstała, zaraz potem puściła. Poszliśmy do samochodu, otworzyłem jej drzwi i zamknąłem gdy wsiadła, po czym sam wsiadłem do środka. Z tych informacji co dostałem, nie złapali tamtego gościa, uciekł. Obawiam się, że on tak łatwo nie odpuści. Może być jeszcze gorzej, muszę jej chronić.
A: Wiesz co... on tak łatwo nie odpuści, nie będziesz miała nic przeciwko jak będę cię pilnował przez parę dni? - spytałem niepewnie, nie wiedziałem jak ona zareaguje. 
Kiwnęła głową i się lekko, prawie nie zauważalnie uśmiechnęła. Wrzuciłem jedynkę i ruszyliśmy pod jej dom, wysiedliśmy i zaprosiła mnie do środka. Wypiliśmy herbatę, a gdy poszła do toalety, wyszedłem na dwór, pora rozpocząć pracę. Usiadłem na schodkach wejściowych i gadałem do Alexa. Tia wiem, dziwne. Nagle nie wiadomo skąd pojawiła się obok mnie Isa. Obróciłem się do niej.
A: Myślałem że poszłaś spać. - uniosłem lekko lewy kącik ust.

~~Isabelle~~
I: Nie mogłam zasnąć. - odpowiedziałam z zalotnym uśmiechem. Nie wiem co mnie do niego tak przyciągało, działał na mnie jak magnes. Stanęłam lekko na palcach i oparłam się delikatnie o jego tors. Chłopak spojrzał mi prosto w oczy, był bardzo zaskoczony. Po chwili objął mnie w talii i przyciągnął bliżej do siebie. Mrugnęłam zadziornie, złapałam go za rękę i seksownym  krokiem ruszyłam schodami w górę do mojej sypialni. Będąc już w sypialni pchnęłam go lekko na łóżko i pocałowałam, trzymając go za dłonie. 

~~Alan~~
Byłem zaskoczony reakcją dziewczyny, nie sądziłem że ja jej się podobam. On mi tak, ale ja jej? A może nie? No nie no, jak bym jej się nie podobał to by mnie do łóżka nie zaciągała. Sprawiłem że teraz ona leżała na plecach, a ja byłem nad nią.
A: Wyleją mnie z pracy, nie powinienem spać ze świadkiem. - mruknąłem. 
I: Oj tam, oj tam. - mrugnęła.
Uśmiechnąłem się i pocałowałem. Rano bolała mnie głowa, Isa leżała przytulona do mnie. Nie chciałem jej budzić, tak słodko spała, gdy zmieniła pozycję wstałem i się ubrałem. Po czym położyłem się obok niej. Po chwili znów się do mnie przytuliła.
A: Kotku, przecież wiem że nie śpisz. - uśmiechnąłem się i pogładziłem po policzku a później po ramieniu.

~~Isabelle~~
I: Wiesz, nie wiesz. - mruknęłam zaspana. Lekko otworzyłam oczy i spostrzegłam tasującego mnie wzrokiem Alana. - Nie patrz się tak, zboczeńcu. - zaśmiałam się lekko i przykryłam bardziej kołdrą.
Alan uniósł ręce do góry i wycofał ze łobuzerską miną z sypialni. Przetarłam oczy i wstałam do szafy i ubrałam się w szary zwiewny sweter, czarne, skórzane jeansy i moje ulubione, miękkie, doskonałe na jesień, buty. Wyszłam z sypialni i zastałam Alana robiącego śniadanie.
I: Mhm, nie wiedziałam iż nasz szanowny pan oficer potrafi gotować. - powiedziałam.

~~Alan~~
A: Bo zbyt nie potrafię, nie jem w domu, jedynie śniadania, ale też nie za często. - wytłumaczyłem. 
Przyszykowałem dla niej kanapki z pomidorem, ogórkiem, sałatą i szybką, a do tego kawę, mam nadzieję że trafiłem choć trochę w jej gust. 
I: A ty nie jesz? - spytała biorąc kęsa kanapki. 
A: Nie, nie przepadam za śniadaniami. - powiedziałem. 
Zmierzwiłem ręką włosy, po czym zacząłem je sobie układać. Nudziło mi się.
A: Co dziś porobimy? - spytałem nachylając się nad blatem.
Resztę dnia spędziliśmy razem.

niedziela, 14 grudnia 2014

Szymon - Trzeba się zaprezentować

Obudziłem się późno, dziś nie musiałem iść do pracy, miałem wolne. Wstałem, i urządziłem sobie poranną toaletę. Później sobie zrobiłem płatki, a Travisowi jego ulubione danie, boczek. On już ma taki zwyczaj, że zawsze je ze mną przy stole. Gdy tylko zobaczył że biorę jego miskę, już wskoczył na jego krzesło i zadowolony merdał ogonem. Położyłem jego śniadanie przed nim, a moje przed sobą. Po zjedzeniu oczywiście zdzwoniła mama i jarała się tym, że jej ulubiona klacz Rosa, będzie miała źrebaka. No super, zajebiście, ale po co mi o tym gada od rana? Powiedziałem że mam dużo rzeczy na głowie i się rozłączyłem po pożegnaniu. Nakarmiłem Roya, po czym wsiadłem do samochodu i ruszyłem do sklepu. Planowałem urządzić imprezę, trzeba się jakoś zaprezentować w nowym mieście. Znam parę fajnych chłopaków, a oni powiedzieli, że przyprowadzą swoich znajomych, więc ludzi pewnie będzie. Zrobiłem zakupy, kupiłem takie rzeczy jak chipsy, napoje, hamburgery itd. Po czym wróciłem do domu i zacząłem wszystko przygotowywać, w tym również dom, zrobiłem jeszcze więcej miejsca w salonie, mimo że był duży, odsunąłem kanapę i fotele pod ścianę, a stolik zaniosłem do góry, żeby go nie zbili, matka by się załamała. Wieczorem, złapałem Roya i zamknąłem go w klatce, lepiej żeby nie plątał się między gośćmi, jeszcze mu coś zrobią.
S: Sorry stary, musisz. - pogłaskałem go i zamknąłem drzwiczki od klatki. Na koniec, poszedłem się przebrać. Ubrałem czarne jeansy, podkoszulkę i koszulę. Zabrzmiał pierwszy dzwonek od drzwi, gdy otworzyłem, do mieszkania wszedł tabun ludzi. Złapałem się za głowę, miało być ich kilku, a nie całe miasto... a to jest pewnie tylko grupka Pawła, no dobra, to czekamy na Maćka. Wynająłem też didżeja, na bogato. - zaśmiałem się w duchu. Zapuścił pierwszą muzykę, prosiłem go aby większość utworów było szybkie i skoczne, żeby się nie nudzili. Gdy wszyscy przyszli, zaczęła się prawdziwa impreza, dookoła słychać było krzyki i głośne, dobijające śmiechy. Niestety pojawiła się też wódka i piwo, nie chciałem aby na imprezie był alkohol, bo później zawsze jest jakiś dym, no dobra, może będzie dobrze. Moją uwagę przyciągnęła dziewczyna, śliczna blondynka dokładniej. Zauważyłem że na stoliku zabrakło napojów, wziąłem więc tackę z kolejnymi 50 szklankami różnorodnych napojów. Gdy wracałem na moje miejsce, gdzie stałem od początku, wpadła na mnie dziewczyna i troszkę oblała swoim napojem.
J: O boże, przepraszam! - powiedziała i odłożyła napój na stolik. - To się zmyje, uwierz mi. - powiedziała zakłopotana, próbując wytrzeć moją koszulkę ręką.
S: Spoko, to nic wielkiego. - zaśmiałem się pod nosem, gdy lepiej się dziewczynie przyjrzałem, zdałem sobie sprawę z tego że to ta ładna blondynka. - Szymon jestem. - podałem jej rękę, uśmiechając się.
J: Julia. - odwzajemniła uśmiech i również podała rękę.
Pocałowałem ją w dłoń, jak na faceta przystało, widziałem że się leciutko zaczerwieniła. Odeszliśmy trochę dalej, aby móc normalnie porozmawiać a nie drzeć się do siebie.
J: Super impreza, huczna strasznie. - stwierdziła.
S: Ta, dzięki. - kiwnąłem głową. - Wiesz co? Trochę to wszystko mnie przeraża, myślałem że będzie kilka osób, a tu nagle tłum się zleciał. - zaśmiałem się cicho.
J: Tak bywa. - wzruszyła ramionami. 
Pokiwałem głową i wbiłem wzrok w ziemię, nagle usłyszałem głos tłuczonej szklanki, no zajebiście, zaczęło się.
S: Super, zaczęło się... - spojrzałem na nią, a później ruszyłem przed siebie.
Julia poszła za mną, nie powiem, trochę się ucieszyłem. Weszliśmy do środka mieszkania i przedarliśmy się przez tłum, w kole stworzonym przez innych, wyzywało się dwóch chłopaków, jednego kojarzę, ale drugiego zupełnie nie znałem. Ustałem między nimi i próbowałem rozwiązać spór.
S: Spokojnie. - powiedziałem. 
K: Nie wtrącaj się skurwysynie. - warknął. 
S: Jebie od ciebie wódką. - stwierdziłem. - Spierdalaj stąd. - powiedziałem i pchnąłem go w stronę drzwi. 
Gościu zaśmiał się, dziwnym śmiechem i zaczął się ze mną szarpać, na koniec, rozbił mi szklankę na głowie i wyszedł. Złapałem się za bolące miejsce i poszedłem do łazienki, żeby trochę uśmierzyć ból zimną wodą. Słyszałem że impreza dalej trwała, no dobrze, niech się mną nie przejmują. Westchnąłem pod nosem i kończyłem przygotowywanie worka z lodem. Do pomieszczenia, weszła Julia.
J: Wszystko okey? - spytała jak by zmartwiona.
Oparłem się o ścianę, po czym usiadłem na podłodze. Przyłożyłem sobie woreczek z lodem do bolącego miejsca i cicho, bardzo cicho jęknąłem z bólu.
J: Pokaż to. - westchnęła i kucnęła przede mną.
S: Nie trzeba. - uniosłem lekko lewy kącik ust.

~~Julia~~
J: Pokaż .. - nalegałam.
S: Wszystko jest okey. - odparł, kryjąc ból.
J: Nie musisz ukrywać.. Jeśli masz, choć trochę odwagi, przełam się i nie wstydź się, aby pomogła Ci dziewczyna. - spojrzałam w jego krystalicznie brązowe oczy.
S: No dobrze. - powiedział przewracając oczyma i odkrywając ręką krwawiące miejsce.
Nie wyglądało to dobrze, a czymkolwiek nie wymagało interwencji lekarza. 
J: Gdzie masz apteczkę? - spytałam z lekko zaniepokojona.
S: W łazience. - wskazał drzwi na przeciwko.
Na ścianie wisiała mała apteczka. Drzwi, które ją zamykały nie stawiły oporu i bezproblemowo się otworzyły. Wzięłam z niej bandaż, wodę utlenioną i leki przeciw bólowe. 
Wróciłam do Szymona, który głowę miał we krwi. Uklękłam przy, nim i dokładnie obejrzałam ranę, nie było tam szkieł, więc delikatnie polałam wodą utlenioną. Później owinęłam miejsce bólu bandażem.I przytrzymałam ręką, aby zatamować krwawienie. 
J: Lepiej? - spytałam z troską. 

~~Szymon~~
Kiwnąłem głową na znak "Tak" po jakimś czasie wstaliśmy, przeglądnąłem się w lustrze, ten zakrwawiony bandaż nie wyglądał za dobrze. Postanowiłem go ściągnąć, powoli go odwijałem.
J: Co ty robisz? - spytała zakładając ręce na krzyż.
S: No odwiązuję. - powiedziałem wyrzucając bandaż do kosza. - Przecież z tym nie wyjdę stąd.
Dziewczyna westchnęła i wyszła. No super, zostawiła mnie tu. Również wyszedłem z łazienki i podszedłem do didżeja, żeby zapuścił parę wolnych piosenek, niech se odpoczną. Napiłem się soku, a pod koniec pierwszego utworu, zacząłem szukać Julii. Znalazłem ją, akurat zaczęła się druga piosenka. 
S: Zatańczysz? - spytałem chwytając ją za rękę.

~~Julia~~
J: Tak. - powiedziałam z lekkim uśmiechem.
Akurat leciał wolny kawałek. Położył ręce na moich biodrach, a ja na jego barkach. Kręciliśmy się wokół i wirowaliśmy. Taniec przerodził się w przytulany. Trochę się krępowałam, ale bardzo mi się podobało. Taniec był cudowny, a jeszcze cudowniejszy chłopak, z którym tańczyłam. Przypomniały mi się chwile z Alexem, ale to już było i nie wróci. Po za tym życie toczy się dalej, a ja już go nie kocham. Chociaż wątpię, że znajdę miłość z moją przeszłością. Po chwili Szymon zatrzymał się i chciał coś powiedzieć...

~~Szymon~~
Muzyka się skończyła, chciałem coś powiedzieć, lecz darowałem sobie. Zeszliśmy z środka salonu i weszliśmy do kuchni, chwilę rozmawialiśmy a później usłyszeliśmy jakieś krzyki, wyszliśmy da dwór. Jakiś młody chłopak, stał na dachu i chciał skoczyć do basenu, wszyscy mu dopingowali. Mam dość powstrzymywania tych idiotów od robienia głupot, niech se robią co chcą, to już nie mój interes. Przyglądałem się chłopakowi obojętnie, gdy skoczył, odsunęliśmy się o krok, abyśmy nie zostali zmoczeni. Impreza dalej trwała przez około półtorej godziny, wszyscy mi się dokładnie przyglądali, nie rozumiałem o co chodzi. Zaczynałem mieć dość tego gwaru, cały dom mi zdemolują. Wziąłem dwa mikrofony, i przyłożyłem je do siebie tworząc pisk. Inaczej nikt nie zwrócił by na mnie uwagi.
S: Dobra, koniec imprezy, sio! - powiedziałem kierując rękę na drzwi.
Wszyscy zaczęli opuszczać mój dom, gdy wyszli, odetchnąłem. Została tylko Julia. 
S: Nie idziesz do do domu? - spytałem.
J: Nie, pomogę ci ogarnąć. - stwierdziła i kolejna, uważnie się mi przyglądała.
S: Co się tak na mnie patrzysz? - zaśmiałem się pod nosem.
J: Skądś cię znam. - powiedziała mierząc mnie wzrokiem. 
S: Może z telewizji? Szymon Walker. - spytałem.
J: No tak! - powiedziała. - Nie myślałam że cię kiedyś poznam. - uśmiechnęła się.
S: No widzisz. Skoro ty mi pomożesz ogarnąć, to ja cię odwiozę do domu, okey? - odwzajemniłem uśmiech.

~~Julia~~
Odwzajemniłam uśmiech. Dom był w opłakanym stanie, wszędzie był syf. Zaczęłam od salonu, gdzie wszędzie walały się butelki, po wódce i puste puszki, po piwie. Zaczęłam je zbierać i upychać w koszu, który był przepełniony śmieciami. Po godzinie salon lśnił czystością. Zostało jeszcze tylko kilka pomieszczeń. 
S: Nie musisz mi pomagać. - powiedział, widząc, że jestem zmęczona.
J: Ale chcę. - uśmiechnęłam się. - No zostało nam kilka pomieszczeń, bierzmy się do pracy! - powiedziałam zachęcająco.
Niestety, aż tak do pracy mi się nie paliło, ale chciałam pozostawić, po sobie dobre wrażenie. Szymon ogarnął kuchnię i łazienkę. Później razem wzięliśmy się za ogród. 
Było z tym najwięcej roboty. Szymon musiał przeczyścić basen, po tym idiocie, który rozwalił sobie tam głowę. Scena ta była dramatyczna, wszędzie było pełno krwi i woda była cała zakrwawiona. Skończyliśmy sprzątać nad ranem, później zmęczeni usiedliśmy na kanapę.

~~Szymon~~
Nie myślałem, że te sprzątanie zajmie nam tyle czasu. Gdybym sprzątał sam, założę się że do popołudnia bym tego nie zrobił. Byłem jej wdzięczny.
S: Chcesz zostać na noc, czy mam cię odwieźć? - spytałem.
J: Jeśli możesz, to odwieź. - uśmiechnęła się.
Odwzajemniłem uśmiech. Wstaliśmy i poszliśmy do samochodu, odwiozłem dziewczynę. A gdy wróciłem sam położyłem się spać. Następnego ranka wstałem o dziesiątej, ubrałem się i zrobiłem sobie poranną toaletę. Później nakarmiłem Travisa oraz Royala i sam zjadłem śniadanie. Później wyszedłem do garażu, wyprowadziłem motor i się "bawiłem" gazowałem go, uwielbiam ten dźwięk. Niechcący nacisnąłem pedał gazu i ruszyłem do przodu, nie będąc na to przygotowany, kawałek dalej, a dokładniej tuż za bramą padłem na glebę. Trochę sobie starłem dłonie, szorując nimi po asfalcie. Niespodziewanie obok mnie pojawiła się Julia. 
J: Nic ci nie jest? - spytała kucając przy mnie.
S: Nie, wiesz, tak sobie leżę. - powiedziałem. - Wyspałaś się? - spytałem.
J: Tak, dobra, wstawaj bo cię samochód jakiś rozjedzie. - powiedziała.
Westchnąłem i wstałem, wziąłem motor i wprowadziłem go na działkę, zaprosiłem dziewczynę do mnie. Weszliśmy do mieszkania, Julia była ze swoimi psami, do których od razu przybiegł Travis.
J: Nic im nie zrobi? - spytała, chodziło jej o rasę.
S: Nie, to że taka niby groźna rasa, to nic nie znaczy. Jest potulny jak aniołek. - uspokoiłem ją, kiwnęła głową. Weszliśmy wgłąb domu, tuż nad naszymi głowami, przeleciał Roy. Dziewczyna krzyknęła. - Nie bój się go, oswojony. - powiedziałem wyciągając rękę, orzeł usiadł na nią, jak zawsze. - Pogłaskaj. - uśmiechnąłem się.

~~Julia~~
Spojrzałam na ptaka, delikatnie przejechałam ręką, po jego piórach. Miał lśniące i śliczne pierze. Głaskałam orła, a ten siedział na moim ramieniu. 
J: Śliczny orzeł. - powiedziałam nie odrywając wzroku od ptaka. - Ty to masz dar oswajania zwierząt. - powiedziała zachwycona ptakiem.
S: Eee .. tam. - machnął ręką. - Chcesz coś do jedzenia? - zaproponował.
J: Poproszę. 
S: Mogą być lody truskawkowe? - spytał.
J: Trafiłeś.. To moje ulubione danie. - uśmiechnęłam się.
S: Potrafię czytać Ci w myślach. - zażartował i poszedł do kuchni.
Po chwili wrócił z dwoma lodami. Latem przyjemnie jest się tak ochłodzić. 
S: Proszę. - uśmiechnął się.
J: Jaki dżentelmen. - powiedziałam liżąc loda.
S: Czym się zajmujesz? - spytał, za pewne chciał poznać mnie bliżej.
J: Studiuję Pedagogikę i Filologię Polską, a ty? 
S: Jestem Rajdowcem Wyścigowym i Wokalistą.
J: To stąd Cię znam. Zaśpiewasz mi coś? - spytałam z nadzieją, że usłyszę jego cudowny głos. 

~~Szymon~~
Spuściłem wzrok na dół, niezauważalnie wziąłem pilot od sprzętu z muzyką i włączyłem. Zaczęła grać moja najnowsza piosenka.
S: Lanzalo. - powiedziałem tytuł piosenki. - Najnowsza. Zaraz wrócę.
Poszedłem do kuchni i przyniosłem nam soku pomarańczowe w dużej szklance. Usiadłem znów obok dziewczyny i dałem jej jedną szklankę.
S: Niedługo będzie koncert, jak chcesz, załatwię ci wejściówkę gdzie tylko będziesz chciała. - uśmiechnąłem się.
Napiłem się soku, i skierowałem wzrok na dziewczynę.
J: A co będziesz śpiewać? - odwzajemniła uśmiech.
S: Głównie kazali mi się skupić na tej i na nowej, która jest w trakcie przygotowań. I tam jeszcze parę sprzed tygodnia. - wytłumaczyłem. 
Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi, niechętnie wstałem i poszedłem tam. W wejściu stał kurier, odebrałem paczkę, podpisałem co trzeba i wróciłem do Julii.
J: Co to? - spytała z zaciekawieniem i przysunęła się bliżej mnie.
S: Nie wiem, coś od ojca. - powiedziałem i zacząłem otwierać paczkę, był tam nowy, najlepszy, najnowocześniejszy wymyślony przez ojca, telefon. - A no tak, miał mi przysłać nową bo uważa, że moja jest już stara. A ma niecały miesiąc. - zaśmiałem się pod nosem. 
J: Skąd on wziął taki zarąbisty telefon? - spytała biorąc go do ręki.
S: Mój ojciec produkuje takie, ma własną firmę. Jak chcesz, mogę ci załatwić za darmo. - uśmiechnąłem się.

~~Julia~~
J: Serio? - spytałam z uśmiechem.
S: Pewnie! - odwzajemnił uśmiech.
J: Dlaczego jesteś dla mnie taki miły? - spytałam.
Chłopak wbił wzrok w ziemię, a ja przybliżyłam się do niego.
J: Dziękuję.
Powiedziałam przytulając go. Widać, że był trochę zdziwiony, ale mam nadzieję, że mu się to podobało, tak jak i mi.
S: Mam niespodziankę. - powiedział. - Ale musisz ze mną gdzieś pojechać. 
J: No dobrze. - uśmiechnęłam się.
Wsiedliśmy do jego samochodu, była to wyścigówka, a raczej kabriolet. ,,Dobrze mu się powodzi, ale czy jest szczęśliwy z tym bogactwem?" - pomyślałam w duchu.
Jechaliśmy kilka długich minut. 
S: Zamknij oczy. 
Wysiedliśmy, a on zakrył mi oczy swoimi rękoma. 
S: Nie bój się, ze mną Ci nic nie grozi, możesz czuć się bezpieczna. - powiedział z czułością.

~~Szymon~~
Podeszliśmy bliżej krawędzi, odsłoniłem jej oczy i chwyciłem za rękę, aby nie zrobiła kroku w przód i nie spadła na dół. Naszym oczu ukazał się rozległy krajobraz. Plaża, zachód słońca, może. - jednym słowem cudownie. 
J: Wow, jak tu pięknie. - powiedziała z niedowierzaniem. - Skąd znasz to miejsce? - spytała.
S: Jak trenowałem, to się znalazło. - uśmiechnąłem się.
Usiadłem na krawędzi klifu, tak, że nogi mi zwisały. Podałem dziewczynie rękę, aby też usiadła. Chwyciła ją, i chwilę później była koło mnie. Siedzieliśmy tam kilka naście minut i rozmawialiśmy, gdy zaczynało się ściemniać, postanowiliśmy iść do kina, na jakiś fajny film. Wstałem i pomogłem jej. Gdy doszliśmy do samochodu, Julia zatrzymała mnie chwytając za rękę.
J: Zaczekaj chwilkę. - powiedziała wbijając wzrok w ziemię. 
S: Co jest? - spytałem zdezorientowany. 
J: Spójrz w prawo. - poprosiła, zrobiłem to, co kazała. - Dziękuję. - szepnęła i zrobiła krok do mnie.

~~Julia~~
Utonęłam w pocałunku, czułam jak mocno mi bije serce w piersi. Zrobił to specjalnie, ale od kąt go poznałam o tym marzyłam. Mimo, iż pocałunek był wspaniały i wymarzony oderwałam się od niego.
J: Kochasz mnie? - spytałam patrząc mu w oczy.
S: Tak. - powiedział przybliżając się do mnie, ale ja się cofnęłam.
Przypomniały mi się chwile z Aleksem i w moich oczach pojawiły się łzy.
J: Chcesz być ze mną? 
S: Kocham Cię, ale dlaczego płaczesz? - spytał zmartwiony.
Gdy już znajdę kogoś, wszystko musi być popsuć! Przez moją przeszłość, a ja tak nie chciałam!
J: Byłam prostytutką, kiedyś tak zarabiałam na życie! - powiedziałam, gdyż nie mogłam dusić w sobie tego bólu. - Wolę, żebyś poznał najgorszą prawdę, niż żył z kobietą, której nie znasz! I, co teraz to uczucie wygasło?! - powiedziałam rozpłakana.
Wyrwałam się i zaczęłam biec w stronę urwiska. Szymon złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie. Delikatnie pocałował mnie w usta.
S: No i co z tego? - spytał. - Niech przeszłość pozostanie przeszłością, a teraźniejszość teraźniejszością. - uśmiechnął się i otarł mi z twarzy łzy. - Kocham Cię nie zależnie od tego kim kiedyś byłaś, ważne, że już tego nie robisz. A moje uczucie do Ciebie jest silniejsze od najgorszej prawdy. 
Byłam zszokowana, ale w sercu czułam radość. Chciałam krzyknąć na cały głos, jak bardzo się raduję, ale...
J: Kocham Cię, nawet nie wiesz jak bardzo.. - powiedziałam tylko to...

sobota, 13 grudnia 2014

Szymon

Urodziłem się w dużym mieście, w Hiszpanii, a dokładnie w Barcelonie. Miałem brata, można by powiedzieć że bliźniaka - Maksa. Ojciec miał własną firmę, która produkowała różnego rodzaju telefony, tablety, konsole czy komputery, najlepszej jakości. A matka prowadziła własną stadninę, była instruktorką jazdy konnej i dalej nią jest. Rodzice byli strasznie nadopiekuńczy, cokolwiek sobie zamarzyliśmy, to dostawaliśmy. Trochę było to uciążliwe, gdyż w szkole nazywali nas rozpieszczonymi bachorami. Nie przejmowałem się ich opinią, do teraz tak jest. Ojciec zawsze chciał, abym przejął firmę, gdy mu się zejdzie. Lecz ja chyba się do tego nie nadaję. Na 19 urodziny rodzice kupili mi dom w mieście "Thoughts City" gdyż uważali, że już czas, abym wydoroślał, przestał zajmować się tylko kolegami, a wziąć życie we własne ręce. Nie było sensu się sprzeciwiać, nie miałem po co, a poza tym od zawsze chciałem mieszkać sam. Następnego dnia rano wsiadłem w prywatny helikopter ojca i polecieliśmy do mojego nowego domu.
obrazek 

Nikodem

Pochodzę z Los Angeles. Tam wychowywali mnie rodzice, tak jak każdy swojego syna. Gdy poszedłem do gimnazjum, tamtejsze towarzystwo sprawiło, że zostałem tak zwanym "emosem".  Wagary, alkohol, papierosy to było u mnie na pożądku dziennym. Jednak udało mi się ukończyć szkołę z, o dziwo najlepszymi wynikami. Następnie poszedłem do technikum fryzjerskiego. W między czasie uczyłem się piercingu. I tak oto zostałem Fryzjer em i piercerem. Wtedy to moi rodzice uznali, że muszę zacząć radzić sobie sam i kupili mi mieszkanie w Thoughts City.
Obrazek

Izabela

Urodziłam się w Kolumbii w mieście Barranquilla. Skończyłam szkołę, gimnazjum i tak zleciało aż do mojej osiemnastki. Nudziło mi się w moim rodzinnym mieście. Wszystkie kawiarnie, kina. Żyłam codziennością do puki nie zostałam wokalistką.
Od wieku piętnastu lat ciągle wyjeżdżałam, aż w końcu teraz zabrakło tu dla mnie miejsca. Gdy tylko wyszłam na ulicę słychać było podniecone okrzyki moich fanów. W domu też nie miałam spokoju. Mnóstwo wiadomości, kwiaty na wycieraczce i pukające dziewczyny domagające się autografu. Siedziałam teraz przy laptopie i gorączkowo szukałam w internecie miejsca gdzie mogłabym się przeprowadzić. Po kilku godzinach szukania znalazłam. Kupiłam pokój i zarezerwowałam lot samolotem. Nazajutrz moje rzeczy wszystkie czekały przy drzwiach w walizkach i torbach. Przeprowadzałam się do Thoughts city. Byłam podekscytowana. Dokładnie sprawdziłam gdzie leży to miasto a teraz grzebałam w torebce szukając telefonu. Gdy go znalazłam zadzwoniłam do rodziców aby im oznajmić o mojej przeprowadzce. Po chwili pędziłam do autobusu by zdążyć na lot. Godzinę później siedziałam wygodnie w samolocie. Leciałam kilka godzin, aż w końcu głos z głośnika oznajmił, że lądujemy. Ta chwila dłużyła mi się niemiłosiernie. Wreszcie wyszłam taszcząc walizki i torby udałam się do dzielnicy 2 gdzie czekał mój domek. Jedno zmartwienie mnie nękało, czy mój pies już tu jest czy też nie. Moja mama była gdzieś w okolicy z moim psem więc poprosiłam by przetransportowała Arcadie do mego mieszkania na dwunastą w południe. W tedy bowiem samolot miał wylądować. Szłam spiesznym krokiem, by mama nie czekała na wycieraczce. Gdy dotarłam ona czekała przed budynkiem. Zaprosiłam ją na chwilę lecz ona pokręciła głową i oznajmiła, że musi już jechać. Zaczęłam się rozpakowywać, potem wyszłam na spacer z psem. Tak minął mi pierwszy dzień w tym cudownym mieście.
obrazek

czwartek, 11 grudnia 2014

Marek - Spotkanie

Bardzo spodobało mi się to miejsce, choć jestem tu od nie dawna. Kolejny dzień zapowiadał się dobrze. Wstałem, umyłem się i ubrałem. Po drodze do pracy wstąpiłem do jakiegoś baru i zamówiłem Hamburgera na wynos, po czym udałem się w chaotyczny ciąg pracy. Dzisiaj miałem sprawę o zabójstwo pewnej kobiety, historia ta wzruszyła nie tylko mnie. Oskarżony dostał 25 lat więzienia. Wracałem do domu na pieszo, idąc ulicą spotkałem jakąś miłą z wyglądu dziewczynę, która wyraźnie miała jakiś kłopot. Podszedłem do niej i z zamiarem pomocy, spytałem się jej, czy coś się stało..

~~ Maggie~~
Miałam dzisiaj meczący dzień. Wracałam do domu. Nagle jakiś mężczyzna podszedł do mnie.
Ma: W czymś pomóc? - uśmiechnął się przyjaźnie.
M: Nie, dziękuje. - odwzajemniłam gest. - jestem tylko trochę zmęczona.
Podziękowałam i poszłam w stronę domu. Nakarmiłam Yvo i poszłam z nią na spacer. Na spacerze spotkałam Aleksa. Chwile z nim pogadałam, a potem wróciłam do domu. Potem zrobiłam sobie mrożoną kawę i poszłam na balkon.