Obudziłem się wcześnie, sam nie wiem dlaczego, wczoraj późno wróciłem do domu. Wstałem z łóżka, poszedłem się ubrać, wziąć prysznic i umyć zęby. Założyłem czarne jeansy, niebieską koszulkę. Zszedłem na dół na śniadanie, zjadłem płatki i nakarmiłem Alexa. Zadzwonił telefon, no jasne a jak by inaczej? Odebrałem, okazało się że to znów zabójstwo, tym razem w nadzwyczaj dziwnym miejscu, w szpitalu. Czego ci psychopaci nie wymyślą...
A: Alex, chodź. - zawołałem go.
Ubrałem skórę i wsiedliśmy do auta. Po dziesięciu minutach byliśmy na miejscu, nie przepadam za szpitalami, jest tam tak... biało. Wszedłem na salę.
A: Co znów mamy? - westchnąłem.
L: Zabity nożem, wymierzone były trzy dźgnięcia w serce. Stało się to około piątej, może szóstej rano. I do buzi, wsadził mu kartkę, przeczytaj sobie. - powiedział podając mi kawałek papieru.
Było tam napisane "Mordercy nigdy nie śpią, uważaj bo możesz być następny"
A: No jasne, próba zastraszania, ale kogo?
L: Ja tam nie wiem, jak byś mógł to jedź na komisariat przewieźli tam świadka. Ale uważaj, jest roztrzęsiona.
Kiwnąłem głową i razem z Alexem ruszyłem na posterunek. Wszedłem do biura, siedziała tam młoda dziewczyna, usiadłem naprzeciw niej a Alex oczywiście obok mnie na swoim "krześle"
A: Mógł bym zadać ci parę pytań? - kiwnęła głową. - Byłaś świadkiem morderstwa, dlaczego od razu nie zadzwoniłaś po policje?
K: Nie mogłam, bo ten facet kręcił się obok tego pana parę godzin, gadał do niego. - powiedziałam drżącym głosem.
A: Co mówił?
K: Nie wiem, nie zrozumiałam go.
A: A jak wyglądał?
K: Nie wiem, był zamaskowany w czarną kominiarkę, miał też okulary przeciwsłoneczne.
A: Bałaś się?
~~Karina~~
Wstałam dzisiaj około czwartej. Miałam na piątą do szpitala, na praktyki. Poszłam do łazienki/ Wiadomo, poranna toaleta... po skończeniu jej, poszłam się ubrać. Włożyłam pudrow0-różowy T-shirt*, niebieskie jeansy i rego samego koloru, co bluzkę, trampki. Nakarmiłam Zoe udkiem z kurczaka i napoiłam wodą. Sama zjadłam zupę mleczną, składającą się z płatek Corn Flakes z owocami maliny. Popiłam kakaem. Tak, mleko było z piasku, haha...! Wyczesałam Zoe, uczesałam siebie, umyłam ręce, wzięłam pupilkę na smycz i poszłam do pracy. Moja ulubienica jest psem-terapeutą w tym szpitalu, więc chodzi ze mną. Dzięki temu prawie w ogóle się nie rozstajemy. Są takie momenty, ale rzadko, naprawdę rzadko. Poszłam gdziem miałam. Kiedy byłam na miejscu, włożyłam fartuch i poszłam do sali. Mojej szefowej jeszcze nie było. Postanowiłam trochę oprzątnąć. Moja sunia była obok. Nagle wbiegło jakiś dwóch mężczyzn. Jeden miał nóż. Schowałam się za biurkiem i po cichu modliłam, żeby mnie nie znaleźli. Moja sunia skoczyła na tego z ostrym narzędziem, ale on przeciął jej przednią, lewą łapę przy brzuchu. Bałam się jej pomóc. Widziałam, jak ten grubszy, który tknął moje zwierzątko zadźgał tego drugiego. Mówił coś do niego, ale nie do końca rozumiałam co. Kiedy wyszedł, siedziałam jeszcze jakiś czas cicho, żeby nie okazało się, że on tam czeka. Po jakimś czasie, podbiegłam do Zoe. Miała przecięcie niedaleko serca. Zadzwoniłam po weterynarza, wezwałam policję i zawołałam innych lekarzy, aby zajęli się ofiarą. Ja nie dałabym rady. Przytuliłam tylko sunię i czekałam na ratowników weterynarii. Niedługo po tym przyjechali oni i policja. Wzięli moją sunię, mężczyznę moi koledzy, a ja musiałam jechać z policją. Moja szefowa już była i zgodziła się na to, abym pojechała na komisariat z funkcjonariuszami. Po około pół godzinie przyjechał niewiele ode mnie starszy chłopak. Zaczął wypytywać mnie o sprawę, a nawet się nie przedstawił. Kiedy spytał, czy się bałam, nie patrząc na niego kiwnęłam głową przytakująco.
A: Tak w ogóle, to jestem Alan, a ty? - spytał, z miną, jakby się o mnie martwił.
K: Karina. -powiedziałam delikatnie, patrząc na niego chwilowo. - Co będzie z moją Zoe? - bardzo martwiłam się o ukochaną sunię.
~~Alan~~
A: Z nią wszystko dobrze. - uspokoiłem ją. - Wyliże się z tego.
Nagle zawołali mnie policjanci, powiedziałem dziewczynie żeby chwile poczekała ta na to, kiwnęła głową. Rafał powiedział że złapali jednego i on zeznał, że widzieli brunetkę i ten drugi będzie chciał się zemścić. Zajebiście. Czyli że teraz musimy jej pilnować. Wróciłem do niej.
A: No dobrze, to kilka dni spędzisz ze mną. - westchnąłem.
K: Aa, ale dlaczego? - zdziwiła się.
A: Jednego mamy, ale drugi zwiał i oni cię widzieli. Ten co go złapaliśmy powiedział że ten drugi planuje zemstę na tobie. - powiedziałem, widać że dziewczyna się zaniepokoiła. - Ale spokojnie, ze mną Ci nic nie będzie. To co, jedziemy po Zoe? - uśmiechnąłem się.
~~Karina~~
Nagle chłopaka zawołali inni policjanci. Kiedy wrócił po około pięciu minutach, oznajmił, że najbliższe dni spędzę z nim. Zdziwiłam się, ale wyjaśnił, że tamci chcą się na mnie zemścić. A jednak mnie widzieli. Kiedy spytał, czy jedziemy po Zoe, uśmiechnęłam się delikatnie i ledwie zauważalnie. Miałam nadzieję, ze moja ulubienica naprawdę z tego wyjdzie. Przytaknęłam. Wsiedliśmy do jego samochodu i pojechaliśmy. Szczerze powiem, że nie lubię jeździć z facetami samochodem. Boję się. Słyszałam już tyle rzeczy... w każdym razie po krótkim czasie znaleźliśmy się na miejscu. Alan otworzył mi drzwi od auta i od budynku. Całkiem miły, jak na glinę. Po chwili zobaczyłam moja kochaną Zoe. Od razu do niej podbiegłam.
K: Kochana! - przytuliłam ją. - Będzie dobrze. - cały czas byłam przy niej.
~~Alan~~
Gdy dziewczyna poszła po psa, ja zaczekałem za zewnątrz opierając się o maskę samochodu. Po około pięciu minutach wyszła z pomieszczenia i podeszła do mnie.
K: Mogli byśmy jechać do mojego domu? Chciałam zadzwonić do rodziców a padła mi komórka. - poprosiła.
A: Okey. - wzruszyłem ramionami, otworzyłem jej drzwi, jak na faceta przystało, a gdy wsiadła zamknąłem je.
Ruszyliśmy pod jej dom, okazało się że mieszka obok mnie, nawet sobie sprawy z tego nie zdawałem. Weszliśmy do jej mieszkania, Alex cały czas stał między moimi nogami i bacznie obserwował Zoe.
A: No co jest Komisarzu, czyż byś się wstydził? - zaśmiałem się i zacząłem go tarmosić.
~~Karina~~
Po rozmowie z weterynarzem i wykupieniem u niego lekarstw dla sunia, wyszłam z nią na zewnątrz. Popatrzyła na psa Alana, ale najwyraźniej się go nie bała. Zachowywała się, jak gdyby go nie było. OD czasu do czasu zerknęła na czworonoga, ale to było rzadkie, naprawdę rzadkie. Zauważyłam jednak, ze on patrzył na nią niemal ciągle. Poprosiłam chłopaka, żeby zawiózł mnie do domu, ponieważ musiałam zadzwonić do rodziców, a komórka mi padła. Zgodził się. Otworzył mi i mojej suni drzwi do samochodu i zamknął za nami. Siedziałam na miejscu pasażera z przodu, a Zoe na moich kolanach. Kiedy dojechaliśmy, otworzył nam drzwi. Podeszłam do mieszkania, otworzyłam drzwi i weszłam do środka z sunią. Chłopak i jego pies za nami. Cały czas ten owczarek patrzył na moją collie. W sumie, to nie mam nic przeciwko niemu. Wyglądał na trochę wystraszonego, natomiast Alan w ogóle się nie bał. Poszłam do kuchni, gdzie był telefon stacjonarny i zadzwoniłam.
K: Cześć Mamo. - powiedziałam prawie płacząc.
M: Karinka! - ucieszyła się. - Moje dziecko!
K: Zoe ma przeciętą łapę przy brzuchu, przy sercu, ale wyliże się z tego.
M: Musi wyzdrowieć. Miała cię pilnować. - mama była chyba pewna tego, co mówiła. Do Alana ktoś zadzwonił.
A: Musimy iść. - powiedział po chwili.
K: Mamo, muszę kończyć. Zadzwonię później. Buziaczki. - pożegnałam się z mamą.
M: No, pa. - mama żałowała końca rozmowy. Odłożyłam słuchawkę.
K: Coś się stało? - znowu będą mnie przesłuchiwać, czy co? - Zoe, idziemy. - powiedziałam do suni.
~~Alan~~
Ojciec do mnie zadzwonił, pytał czy jeszcze żyję. Tia, niestety... dziewczyna zaprosiła mnie salonu i podała kawę. Niestety ja jej nie piję, nie psuję sobie serca. Karina podała mi więc sok pomarańczowy, tak jak poprosiłem. Usiedliśmy na kanapie i chwile porozmawialiśmy. Nagle Zoe skoczyła dziewczynie na kolana i zaczęła o nią obcierać. Zbuntowany Alex też wskoczył mi na kolana i się przytulił.
A: No, no chłopie. - zaśmiałem się.
Po chwili pies położył mi się na kolanach i słodko spał.
K: Kto to do ciebie dzwonił jeśli można spytać?
A: Tata, pytał czy jeszcze żyję. - westchnąłem. Spojrzała na mnie pytająco. - Tata nie chciał żebym poszedł do policji, bał się abym nie umarł jak mama... nie chciał stracić ostatniej mu bliskiej osoby. - na samą myśl o mamie zrobiło mi się smutno.
~~Karina~~
Zrobiło mi się żal chłopaka. Ja mam obojga rodziców i nie wymieniłabym ich nigdy, ani na nic, a on? To musi być straszne, nie mieć przy sobie mamy. Naprawdę mu współczuję i rozumiem to cierpienie. W pewnym sensie oczywiście. Ja nie straciłam mamy i on dalej żyje, i miejmy nadzieję, że pożyje jeszcze parę ładnych lat. Co by mu tu teraz powiedzieć? A tak w ogóle, to słodki jest. Nawet ten jego Aleks już się z Zoe bawi. Haha...! Dobra. Wracam na ziemię. Co by teraz powiedzieć, no co?
K: Eh... - westchnęłam. - Życie. - mi też zrobiło się smutno. - Słuchaj, może masz ochotę na sorbet, albo lody, czy coś? - spytałam, próbując zmienić temat. Mam nadzieję, ze ten fajny gość może u mnie zostanie.
A: Można... - uśmiechnął się lekko. Poszłam więc do kuchni, aby przygotować dwa [url=http://mamanakilogramy.blox.pl/resource/Dsc03709.jpg]sorbety[/url] w ozdobnych kubkach. Przyozdobiłam je owocami. Nie zapomniałam oczywiście, o dodaniu odrobiny bitej śmietany. Kiedy weszłam do salonu, Alan głaskał Aleksa, a Zoe kręciła się przy mnie i ocierała się o moje nogi. Postawiłam tackę z deserem na stoliku, po czym poczochrałam sunię. Kocham tą małą.
K: Mogę mieszkać u siebie czy będziesz mnie pilnował dwadzieścia cztery na dobę? - zaśmiałam się. - Bo nie wiem, czy mam się zacząć pakować. - byłam rozbawiona moją Zoe, która łasiła się, patrząc na Aleksa.
~~Alan~~
U mnie? Śmieszne. Nie no, chamski nie jestem, powiem jej to delikatnie, może się rozczaruje? Nie sądzę. - zaśmiałam się w duchu. Przełknąłem łyk soku i spojrzałem na nią.
A: Tak, będę przez 24 h stać pod twoim domem. - powiedziałam uśmiechając się.
K: Żartujesz. - odwzajemniła uśmiech.
A: Nie. - wzruszyłem ramionami.
Co niby w tym dziwnego? Oczywiście że mi się nie chce stać w nocy pod jej domem i czekać na morderców, najchętniej wyspał bym się w swoim łóżku i spał do południa, ale niestety, trzeba czekać do weekendu, no nic, praca to praca.
K: Dasz radę? - zdziwiła się.
A: Pff, nie raz miałem 24 godzinną służbę, przy śledzeniu wielu morderstw. Nie raz, nie spałem przez dwa dni i jakoś dałem radę, wiec teraz tym bardziej. Rano mnie chyba ktoś zmieni.
~~Karina~~
Sam? Całą noc na dworze? O nie! Nie, nie, nie! Ja mu zmarznąć nie dam, choćby nie wiem co. Przygotuję mu posłanie na kanapie, przecież lepsze to niż nic. Aleks przecież może spać w posłaniu Zoe, a ona przyjdzie do mnie. Nic chyba w tym złego.
K: Przygotuje ci posłanie na kanapie, a Aleks zajmie posłanie Zoe, okay? - spytałam z uśmiechem.
A: Dobra. - zaśmiał się. - Gdzie pójdzie twoja ulubienica? - spojrzał na suczkę.
K: Zabiorę ją na górę.
A: Spoko. - poczochrał swojego psa po łbie. Dzień minął zaskakująco szybko. Nie byłam ani na uczelni, ani w na praktykach. Zajmowałam się Zoe. Po tym, co dzisiaj przeżyłyśmy, nie miałam ochoty wracać na miasto. Cały czas byli z nami Alan i Aleks. Wieczorem przygotowałam kolację i każdy położył się tam, gdzie miał wyznaczone, czyli Alek na kanapie, Aleks na posłaniu mojej suni, a ja i Zoe na górze. Czytałam książkę. Po jakimś czasie odłożyłam. Zasnęłam.
~~Alan~~
Nie lubię spać w cudzych domach i nie zamierzałem tego robić. Gdy tylko dziewczyna weszła na górę, po jakiś piętnastu minutach wyszedłem na dwór i chodziłem w kółko, a Alex razem ze mną. Po jakimś czasie z domu wyszła dziewczyna, stanęła na przeciw mnie i założyła rękę na rękę.
A: Nie śpisz? - spytałem obojętnie.
K: Niee, przyszłam się napić wody, a ty co tu robisz? - spytała podejrzliwie.
A: Pracuję, ciepło jest więc spoko. - wzruszyłem ramionami. - Nie mogę spać na służbie, a ty lepiej idź się połóż. - powiedziałem obojętnie.
Karina przewróciła oczami i weszła do domu, noc minęła zaskakująco szybko. Rano przyszedł Paweł mnie zmienić, razem z Alexem wróciliśmy do domu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz